Faustyna, jakiej nie znamy – 115 rocznica urodzin świętej

Święta, łącząca Litwę i Polskę, Kraków i Wilno – „sekretarka Bożego Miłosierdzia”. Znamy ją przez pryzmat mistycznych widzeń, wielkich dzieł, takich jak ustanowienie nowego święta, wprowadzenie modlitwy Koronką do Bożego Miłosierdzia czy powstanie obrazu Jezusa Miłosiernego, który namalowany został zgodnie z wizją z jej objawień. Podziwiamy heroiczną walkę i poświęcenia dla ratowania dusz, nieobce są nam opisy jej rozmów z Jezusem, historie cierpień i przeszkód, jakie spotykały ją w czasie pracy dla dzieła Bożego Miłosierdzia. Jednak historia świętości Heleny Kowalskiej to nie tylko zdarzenia nadprzyrodzone i niezwykłe, ale również codzienne drobiazgi i zdarzenia – jej ziemskie życie i zwyczajne, ludzkie sprawy, poprzez które poznajemy nie tylko wielkość jej powołania, ale i ogrom żmudnej pracy nad sobą…

Historia powstania cudownego obrazu Jezusa Miłosiernego fascynuje i inspiruje do dziś… Źródło: ar.pinterest.com

Rodzeństwo, ojciec i dubeltówka

            Faustyna była jednym z dziesięciorga dzieci Marianny i Stanisława. Jej rodzice przez 10 lat po ślubie bezskutecznie oczekiwali na pojawienie się potomstwa, co było dla nich ogromnym cierpieniem. Dwa pierwsze porody, w wyniku których na świat przyszły starsze siostry Faustyny – Józefa i Genowefa – były bardzo trudne i wyczerpujące, wręcz zagrażające życiu pani Kowalskiej. Przełom przyszedł wraz z narodzinami Faustyny – matka wspominała, że trzecia córeczka przyszła na świat bez niczyjej pomocy, szybko i bezproblemowo, podobnie jak siedmioro kolejnych pociech, w związku z czym kobieta stwierdza: „To błogosławione dziecko uświęciło moje łono” (G. Górny, J. Rosikoń, Ufam. Śladami Świętej Siostry Faustyny, s. 32). Faustyna opisywana jest przez swoje rodzeństwo jako ulubienica rodziców, szczególnie ojca (tylko ona wiedziała, gdzie ojciec trzyma dubeltówkę, co było ogromnym wyróżnieniem i przejawem zaufania), ze względu na swoje radosne usposobienie, dobry charakter oraz posłuszeństwo. Była stawiana za przykład braciom i siostrom, co, jak wspomina matka, powodowało pewne przykrości i dokuczanie ze strony rodzeństwa (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 24). Faustyna tylko raz w czasie swojego życia zakonnego odwiedza rodzinny Głogowiec – jedzie na wieść, że jej matka jest umierająca. Zakonnica modli się o uzdrowienie, mimo że lekarze nie dają na to szans. W czasie pobytu córki w domu Marianna Kowalska odzyskuje zdrowie i będzie żyć jeszcze niemal 33 lata (G. Górny, J. Rosikoń, Ufam. Śladami Świętej Siostry Faustyny, s. 150). Matka Faustyny tak wspominała to zdarzenie w 1952 roku: „Weszła do mnie, pochwaliła Boga i uklękła przy mnie, przy łóżku, zaraz mi powiedziała: ‘Mamusiu, ty jeszcze wstaniesz’ (…) Że ją zobaczyłam, to już ozdrowiałam (…) I do dzisiejszego dnia jestem zdrowa” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 33).

Faustyna Kowalska z bratem, źródło: i.pinimg.com

            Święta bardzo kochała swoje rodzeństwo – mimo że żyjąc w klasztorze, nie miała z nimi stałego kontaktu, jednak więź i miłość nie stały się przez to słabsze. Można wnioskować o tym z zapisów „Dzienniczka” z czasu, gdy siostra Faustyny, przeżywająca życiowe i duchowe trudności, przyjechała ją odwiedzić. Faustyna pisze: „Jednak ile mnie ta dusza kosztowała ofiar, to jeden Bóg tylko wie. Za żadną duszę nie zaniosłam przed tron Boży tyle ofiar i cierpień i modłów, jako za nią” (Dz. 202). Przywiązanie do rodziny, podobnie jak wszystkie aspekty życia po wstąpieniu do klasztoru oraz w miarę pogłębiania się życia duchowego, stawało się coraz czystsze i szlachetniejsze. Jak wynika z powyższych zapisków, główną troską Faustyny w odniesieniu do rodziny było jej zbawienie, a nadzieją – spotkanie w niebie, gdzie nie ma rozłąki z najbliższymi (Dz. 402). Nawet jako mistyczka, doświadczająca widzeń i poznania wielkich tajemnic teologicznych, wciąż czerpie przykład religijności z rodzinnego domu („Kiedy widziałam, jak ojciec się modli, zawstydziłam się tak bardzo, że ja po tylu latach w zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, to też nieustannie składałam Bogu dzięki za takich rodziców” – Dz. 398).

Dom rodzinny Faustyny Kowalskiej w Głogowcu, źródło: sw.faustyna.pl

Róż, falbanki i umęczony Jezus

            Mimo że głos powołania był obecny w życiu Faustyny już od czasu dzieciństwa, nie oznacza to, że jej droga do życia w klasztorze była oczywistym wyborem życiowym. Po otrzymaniu odmowy od rodziców w wieku 18 lat Helena Kowalska, jak sama opisuje „oddała się próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski” (Dz.8). W końcu Jezus musiał surowo upomnieć się o późniejszą „sekretarkę miłosierdzia”. Wydarzenia, które bezpośrednio poprzedziły decyzję Faustyny o porzuceniu świeckiego życia i wstąpieniu do klasztoru rozegrały się… w czasie balu! Helena Kowalska, namówiona na tańce przez siostry, z włosami zaplecionymi w warkocz i ubrana odświętnie w różową, kretonową sukienkę z falbankami (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 45), ujrzała umęczonego, poranionego i obdartego z szat Jezusa w czasie, gdy tańczyła. Chrystus zwrócił się do niej, mówiąc: „Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić będziesz?” (Dz.9). Przyszła święta od razu udała się do pobliskiej katedry św. Stanisława Kostki, gdzie otrzymała instrukcję od Jezusa, by jechać do Warszawy. Tak rozpoczęła się droga Heleny do życia zakonnego.

Ulubienica dzieci

            Przyszła święta i mistyczka była dzieckiem towarzyskim i o żywym, serdecznym usposobieniu, inicjatorką i pomysłodawczynią zabaw oraz najbardziej lubianym dzieckiem w rodzinie. Już w dzieciństwie zaznaczyły się jej talenty do opieki nad dziećmi – „lubiła gromadzić rodzeństwo koło siebie i bawić je opowiadaniami, zwłaszcza w sprawach religijnych” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 68). Lekturę książek i czasopism o świętych i misjonarzach przekształcała w historie, których jej rówieśnicy oraz rodzeństwo słuchali z wielkim zainteresowaniem, uznając po latach, że barwny styl opowiadania Helenki czynił jej narrację ciekawszą niż oryginały, na których się opierała. Jak wspomina brat Faustyny, Stanisław, „wszystko nam dosłownie opowiadała, i to z takim uwypukleniem, że przewyższała nawet autora” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 75). Swoje talenty gawędziarskie i zdolności do interesującego opowiadania Faustyna wykorzystywała w czasie służby. Syn państwa Bryszewskich, u których Faustyna służyła w Aleksandrowie, jeszcze w 75 roku życia żywo pamiętał, jak Helena Kowalska opowiadała mu, jako sześcioletniemu chłopcu „bajki i historie z życia, jakie zdarzały się w jej okolicach, na przykład o dziedzicu, który po śmierci przychodził i ludzie go widzieli” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 40). Pani Sadowska wspomina zaś: „Miała duży talent do dzieci. Wieczorem, jak siadła na stołku, troje moich dzieci koło niej, to tak interesująco opowiadała im jakieś bajki, że dzieci były zasłuchane, to znowu wybuchały śmiechem, a Helenka z nimi” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 83). Swoje talenty pedagogiczne Faustyna wykorzystywała również w czasie pracy z wychowankami klasztoru, dając się poznać jako osoba, która potrafi zbawiennie wpływać nawet na najtrudniejszą młodzież. W obliczu wyjazdu związanego z przeniesieniem Faustyny do innego klasztoru (z domu na Żytniej na Grochów w Warszawie), grupa jej wychowanek, przywiązanych do cierpliwej i oddanej im zakonnicy, zadeklarowała, że przeniesie się razem z nią, szczerość swych chęci popierając spakowaniem się na wyjazd (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 142). Wspomina się również dziewczynę o wyjątkowo przykrym i trudnym usposobieniu, z którą nikt nie był w stanie sobie poradzić, a która pod wpływem przebywania z Faustyną w czasie wspólnej pracy w kuchni zmieniła się nie do poznania (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 261).

Grób św. Faustyny, źródło: sanktuarium.faustyna.pl

  

„Głupia nie jestem”

            Faustyna – osoba inteligentna, trzeźwo myśląca i praktyczna, z powodu swoich mistycznych przeżyć, objawień oraz głębokiego życia duchowego często spotykała się z negatywną oceną swojej umysłowości i stanu psychicznego. Jako dziecko widziała we śnie Matkę Boską lub budziła się, widząc blask. Niepokoiło to matkę, która obawiała się, że córka ma przywidzenia, upominała ona Helenę, że dostanie „pomieszania zmysłów”, gdy dziewczyna budziła się w nocy, by się modlić. Oczywiście, lęków matki nie rozwiało tłumaczenie trzynastoletniej Helenki, która wyjaśniała, że to anioł zbudził ją na modlitwę (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 27). Widzenia były obecne w życiu Heleny Kowalskiej jeszcze na długo przed wstąpieniem do klasztoru. W czasie służby w Aleksandrowie ujrzała jasność, którą uznała za pożar i zaalarmowała wszystkich mieszkańców. Państwo Bryszewscy nie tylko wezwali lekarza, podejrzewając, że ich służąca ma halucynacje, ale również napisali do państwa Kowalskich, donosząc o „pomieszaniu zmysłów” ich córki. Wysłaną z rodzinnego domu siostrę, która miała zbadać na miejscu, co dzieje się z Heleną, przyszła święta poprosiła, żeby przekazała rodzicom, iż „głupia nie jest”. Nie miała wątpliwości co do swojego stanu umysłu ani co do tego, co widziała. W późniejszym życiu zakonnym widzenia Faustyny stawały się dla niej przyczyną wielu niesłusznych i krzywdzących zarzutów. Nazywano ją „histeryczką”, podejrzewano, że ma przywidzenia, siostry w Płocku dopytywały się o jasność w celi Faustyny w okresie, gdy objawił się jej Jezus. Traktowano ją podejrzliwie, często z niechęcią i niedowierzaniem (G. Górny, J. Rosikoń, Ufam. Śladami Świętej Siostry Faustyny, s. 105). Ks. Sopoćko, zanim zdecydował się na objęcie Faustyny duchową opieką, zlecił jej badania psychiatryczne, chcąc wykluczyć chorobowe źródło wizji. Badania jednak potwierdziły, że przyszła święta nie cierpi z powodu żadnych zaburzeń i jest całkiem zdrowa psychicznie (badająca ją lekarka – psychiatra, Helena Maciejewska, mówiła wręcz o „doskonałym zdrowiu psychicznym” siostry Faustyny – E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 205).

Faustyna z rodziną, źródło: swfaustyna.pl

Panna bez posagu

            Jaki był stosunek Heleny Kowalskiej do pieniędzy? Wychowała się w rodzinie wielodzietnej i ubogiej – ojciec z trudnością utrzymywał najbliższych z roli oraz prac ciesielskich. Pracując jako służąca, mimo że jej zarobki były bardzo niewielkie, Helena przesyłała pieniądze do rodzinnego Głogowca. Jedynym zbytkiem, o jakim czytamy w opisach życia Faustyny, były ładniejsze niż można się było spodziewać po służącej ubrania, które nieufnie nastawiły do przyszłej świętej pracodawczynię, lękającą się „elegantki” na służbie. Ładne ubranie musiało być czymś, na czym Helenie zależało, zanim przywdziała habit, skoro w następujący sposób umotywowała matce swą chęć wstąpienia na służbę: „Mamusiu, tak naszemu ojcu ciężko zapracować… a ja i tak nie mam w co się ubrać na niedzielę … już najgorszą ze wszystkich dziewcząt mam sukienkę… pójdę sobie coś zarobić” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 77-78). Wiadomo też, że Helenka bardzo smuciła się, gdy koleżanki w szkole nie chciały siedzieć z nią w jednej ławce z powodu ubogich ubrań przyszłej świętej – płaczącą dziewczynkę pocieszał nauczyciel, podkreślając, że uczy się o wiele lepiej niż pogardzające nią uczennice (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 26). Inna sprawa, że brak odświętnego stroju bywał przeszkodą w uczestniczeniu we Mszy Świętej, co było dla Helenki wielkim utrapieniem (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 72). Dwie siostry miały jedną sukienkę, więc tylko jedna z nich miała możliwość uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 30). Można więc przypuszczać, że poza zrozumiałą dla dziewczyny w jej wieku chęcią posiadania ładnej sukienki (podkreślić jednak należy, że wszystkie ubrania Faustyna przed wyjazdem do Warszawy oddała rodzinie, mówiąc zdumionemu wujowi „Mnie to wystarczy, co mam na sobie… mnie Pan Jezus zaopatrzy we wszystko” – J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 86) umartwiająca się, często poszcząca i odsyłająca pieniądze rodzinie, Faustyna prowadziła tryb życia oparty na ograniczeniu swych potrzeb materialnych do minimum. Przyszedł jednak w jej życiu czas, w którym problemy finansowe zdawały się stawać na drodze do realizacji życiowego powołania. Mimo że Helena Kowalska zdecydowała się na życie bez męża, wciąż potrzebowała… posagu, który należało wnieść do klasztoru. Rodzice nie zgodzili się na jej wstąpienie do klasztoru, a ojciec, nawet namawiany przez księdza, by sprzedać krowę i umożliwić córce rozpoczęcie zakonnego życia, nie zgodził się, argumentując to potrzebami rodziny (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 32). Jednak Helena była zdeterminowana. Już jako 15-letnia dziewczyna, zapowiadając rodzicom, że pójdzie do klasztoru, oddalała ich argumenty o braku potrzebnych środków, mówiąc: „Tatusiu, ja żadnych pieniędzy nie potrzebuję, mnie sam Pan Jezus zaprowadzi do klasztoru” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 88). Nie oznaczało to bynajmniej, że środki zostały zapewnione w nadprzyrodzony sposób. Helena Kowalska została co prawda zwolniona z wniesienia posagu przez Stolicę Apostolską (nie miała ani pieniędzy, ani wykształcenia), ale musiała zapracować na swoją wyprawę. Zgodnie z ustaleniami z przełożoną Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, Faustyna przynosiła w częściach na przechowanie zarobione pieniądze, aż po roku udało się zgromadzić kilkaset złotych, które wystarczyły na skromną wyprawę (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 72-73).

I święci garnki lepią…

            Kto jeszcze myśli, że życie w klasztorze to nieustanna modlitwa, kontemplacja, widzenia i nabożeństwa, musi się przekonać, jak bardzo jest w błędzie, poznając historię życia świętej Faustyny. Wstępuje do klasztoru przygotowana do ciężkiej pracy, zarówno w domu rodzinnym, jak i na służbie. W swoim „CV” może się pochwalić umiejętnościami: opieki na dziećmi, starszymi i chorymi, wypasania bydła, gotowania, sprzątania, a nawet bronowania w polu (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 24). Jej edukacja skończyła się po trzech oddziałach szkoły w Świnicach – dyrekcja szkoły uznała, że trzeba zrobić miejsce dla młodszych dzieci, nie dając tym samym uzdolnionej dziewczynce możliwości dalszej nauki w szkole (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 26), w której dała się poznać jako pilna i niepozbawiona uzdolnień uczennica. Raz dostała nawet nagrodę za deklamowanie wiersza „Powrót taty” Mickiewicza w czasie wizytacji szkoły (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 67), wiadomo też, z jakim entuzjazmem wykorzystywała umiejętność czytania, korzystając ze skromnej domowej biblioteczki. Jasnym jednak było, że jako osoba z jedynie podstawowym wykształceniem będzie przeznaczona w klasztorze do pracy fizycznej.

            Pochwały, jakie kierowały pod jej adresem gospodynie, u których była na służbie, nie okazały się przesadzone. Szybka, „domyślna w robocie”, jak opisuje ją p. Sadowska, rzetelna, dokładna, Faustyna również w zakonie wkłada wiele serca w powierzone sobie obowiązki, wykonując swoją pracę z wielką miłością, a wszystkie trudności i przykrości, których doświadczała wiele, ofiarowując Jezusowi i dzięki temu – znosząc je spokojnie, chętnie, z godnością i pokorą. W czasie lat życia zakonnego, w różnych placówkach i miastach, Faustyna zajmowała się sprzątaniem, posługą w pralni, pracą w kuchni, sprzedawaniem chleba w piekarni (podziwiano zapał, z jakim wykonywała to prozaiczne zajęcie – J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 155) oraz pracą w ogrodzie. Przyszła święta dała się poznać szczególnie jako uzdolniona kucharka (nazywania była „dobrą, doświadczoną kucharką” – E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 198). Troszczyła się, by dania były smaczne i, jak wspomina siostra Antonina Grejwul, „jeszcze od ogrodu odrywano ją do robienia tortów, które udawały się jej wspaniale” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 201). Najwymowniejszą chyba pochwałą jej zdolności jest z pewnością fakt, że obejmowała kierownictwo w kuchni, gdy na celebrę do wileńskiego klasztoru przyjeżdżał ksiądz biskup lub inni znaczni dygnitarze (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 201). Siostrom posługującym w kuchni radziła, by zawsze tak przygotowywały posiłek, jakby był na niego zaproszony sam Jezus Chrystus (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 126).

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Wilno – to tu znajduje się obraz namalowany na podstawie objawień św. Faustyny, źródło: zgromadzenie.faustyna.org

            Jakie było źródło kulinarnych sukcesów Faustyny? Siostrom posługującym w kuchni radziła, by zawsze tak przygotowywały posiłek, jakby był na niego zaproszony sam Jezus Chrystus. Ponadto… właśnie ze swoim Oblubieńcem konsultowała się w kuchennych rozterkach: „Siostra Placyda wspominała, że pewnego dnia, latem, były w kuchni tylko we dwie. Główna kucharka zachorowała. Akurat przywieziono do kuchni pół krowy. ‘Ja byłam zmartwiona: co to będzie, taki upał, a tu tyle mięsa przywieziono. Siostra Faustyna powiedziała: ‹‹niech się siostra nie martwi, pójdę do kaplicy i zapytam Pana Jezusa, co zrobić. On mi na pewno doradzi››. Poszła i gdy wróciła, kazała to, co jędrniejsze włożyć do marynaty, a resztę ugotować, żeby się nie zepsuło. Później siostra dziwiła się, mówiąc: jak ten dzieciak sobie dobrze i mądrze poradził’” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 126). Jezus pomaga Faustynie również wtedy, gdy nie może poradzić sobie ona z odcedzaniem ziemniaków w ciężkich garnkach. Po zapewnieniu Jezusa, że wzmocni siły swojej podopiecznej przy tym zadaniu, Faustyna już bez lęku przystępuje do odcedzania, które rzeczywiście wykonuje już od tego czasu bez żadnych problemów. Po otwarciu pokrywki garnka widzi róże tam, gdzie inni dostrzegają jedynie ugotowane ziemniaki, a Jezus wyjaśnia: „Taką ciężką twoją pracę zamieniam na bukiety najpiękniejszych kwiatów, a woń ich wznosi się do tronu mojego” (Dz. 65).

Wileński dom św. Faustyny, źródło: niedziela.pl

            Jednak Faustyna świetnie spisywała się nie tylko przy zadaniach, co do których posiadała praktyczne umiejętności i wiedzę. Dała się poznać również jako znakomita ogrodniczka, z pokorą przyjmując przydział do pracy, o której nie miała pojęcia, w której wykonywaniu nie miała żadnego doświadczenia i do której przydzielono jej zbyt mało pomocnic, w dodatku wybranych spośród wychowanek klasztoru sprawiających najwięcej trudności wychowawczych. Mimo ogromu pracy, Faustyna okiełznała i ogród, i przedstawicielki trudnej młodzieży. Wytrwale pielęgnowała swoje nowe królestwo, szczególnie troszcząc się o uprawę kwiatów do ozdabiania ołtarza, wypytywała i prosiła o pomoc ogrodników z pobliskich klasztorów, by w końcu, dzięki wytrwalej pracy, nie tylko zapewnić uprawy, które wystarczały dla potrzeb klasztornej kuchni (siostry wspominają niewiarygodnie obfite plony, kosze ogórków, 150 kilogramów zbieranych dziennie truskawek, czy po 80 pomidorów na krzaku – A. Witko, Święta Faustyna i Boże Miłosierdzie, s. 81), ale również wzbudzić wielki zachwyt i uznanie gości ze sfer rządowych, którzy nie mogli w czasie wizyty nadziwić się klasztornemu ogrodowi, snując przypuszczenia, że musi się nim zajmować ogrodnik-specjalista (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 201). Gdy nieprzyjazna Faustynie siostra w złości zniszczyła kapustę, by oskarżyć przyszłą świętą o złe zajmowanie się ogrodem, pozostałe główki wyrosły do takich rozmiarów, że zrekompensowało to poczynione straty. Dodatkowo również zazdrosna zakonnica, poruszona dobrocią Faustyny, cierpliwie znoszącej przykrości, nawróciła się i już nigdy nie czyniła na złość wileńskiej ogrodniczce.

            Mimo że, z uwagi na brak wykształcenia, Faustyna została skierowana do pracy fizycznej, była osobą, która dzięki łasce zdobyła ogromną wiedzę teologiczną. Jej kierownik duchowy, bł. ks. Michał Sopoćko ze zdziwieniem odkrywał, że jego niewykształcona podopieczna rozumie i potrafi objaśnić zagadnienia, którymi zajmują się zazwyczaj najbardziej doświadczeni teologowie (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 209). Również siostry – towarzyszki z klasztoru zauważały, że Faustyna potrafi odpowiedzieć na pytania, na które odpowiedzi nie zna nawet siostra przełożona (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 216). Paradoksalnie, to właśnie Faustyna, absolwentka trzech oddziałów wiejskiej szkoły, napisała dzieło, które okazuje się po dziś dzień prawdziwym „bestsellerem” lektury duchowej. Jej „Dzienniczek”, który pisała dorywczo, ukrywając to przed siostrami, doświadczając wielu przeszkód i rozproszeń, będący tekstem o dojrzałej duchowości i teologicznej głębi, stał się zarówno dla ks. Sopoćki, jak i dla innych osób, badających życie i dzieło Faustyny w czasie jej procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego, niepodważalnym dowodem jej świętości i nadprzyrodzoności doświadczanych łask.

Obraz Jezusa Miłosiernego namalowany na podstawie wizji Faustyny, jedyny, jaki widziała przed śmiercią; to o nim mowa w „Dzienniczku”; obecnie znajduje się w Wilnie, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, źródło: faustyna.eu

Malarskie rozterki

            Faustyna nigdy nie przejawiała artystycznych talentów, jednak przyszło jej zmierzyć się z wyzwaniem, które zmusiło ją do podjęcia próby malarskiej. Było to oczywiście związane z misją stworzenia obrazu Jezusa Miłosiernego, której szczegóły nie były przez dłuższy czas jasne ani dla Faustyny, ani dla jej przełożonych. Wewnętrzne przynaglenia oraz świadomość ogromnej roli, jaką ma odegrać nowy obraz, połączone z brakiem jasności, w jaki sposób realizować to zadanie, były źródłem ogromnych rozterek i cierpień świętej. Jezus poleca „wymalować obraz” (Dz.47). Spowiednik tłumaczy to Faustynie w ten sposób, że chodzi o malowanie obrazu w duszy (Dz.49), jednak Jezus temu zaprzecza, uściślając: „obraz, który wymalujesz pędzlem” (Dz.49), wciąż jednak nie jest jasne, jak obraz ma być namalowany. Faustyna podpytuje siostry ze swojego zakonu, prosząc je o pomoc w malowaniu – zabiegi te są nieskuteczne. W końcu Matka Generalna, siostra Michaela Moraczewska, deklaruje: „Dobrze, dam Siostrze płótno i farby, niech Siostra maluje” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 165). Jak wspomina siostra Michaela, po jej propozycji Faustyna odchodzi strapiona; można tylko domyślać się, co czuła, wiedząc, że nie ma malarskich talentów, widząc ogrom wyzwania, pilność i wagę misji oraz widoczny brak zrozumienia wśród przełożonych, a jednocześnie – świadomość, że całe przedsięwzięcie musi odbyć się w duchu posłuszeństwa wobec ich nakazów. Ostatecznie dzieło namalowania obrazu przypada w udziale doświadczonemu i profesjonalnemu malarzowi, Eugeniuszowi Kazimirowskiemu, do którego z prośbą o pomoc zwraca się ks. Sopoćko. Jednak nie jest to koniec utrapień i cierpień. Olśniona pięknem swej wizji, Faustyna pragnie, by obraz był możliwie zbliżony do Jezusa z objawień. Z kolei Jezus, cały czas „nadzorując” powstawanie obrazu, daje Faustynie wskazówki wynikające z dbałości o każdy najdrobniejszy szczegół wizerunku, ponieważ z każdym elementem (tłem, wyglądem oczu, uniesieniem ręki, kolorem promieni i innymi) wiąże się ważne, teologiczne przesłanie, będące ikoniczną prezentacją idei Bożego Miłosierdzia. Kontemplacja i czczenie obrazu mają przyczyniać się do wzrostu rozumienia tego, czym jest Boże Miłosierdzie oraz umożliwiać zyskanie wielkich łask, zwłaszcza w decydującej godzinie śmierci (Dz.48).

            Proces twórczy okazuje się wyzwaniem dla całej trójki: ks. Sopoćki, któremu zdarza się pozować jako Jezus, w albie (stało się to potem źródłem zarzutów, że Jezus stoi tak jak ksiądz Sopoćko w czasie odprawiania Mszy Świętej – E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 222), malarza, który przez pół roku tworzy obraz pod kierownictwem Faustyny, nierzadko musząc rezygnować z własnych pomysłów i inicjatyw, dostosowując się do wskazówek Jezusa, przekazanych przez „sekretarkę Bożego Miłosierdzia”, w końcu dla samej Faustyny, pragnącej, by obraz był tak piękny jak sam Jezus, którego widziała w czasie objawień. Niestety – piękno duchowe nie może zostać wyrażone idealnie ziemskimi środkami. Zapłakanej nad wileńskim obrazem Faustynie Jezus mówi, że nie farba i pędzel, czyli ludzkie wysiłki, nadają moc obrazowi, ale łaska, która dzięki niemu spłynie na całą ludzkość, nawet na najzatwardzialszych grzeszników, jeżeli z ufnością zwrócą się do zdroju miłosierdzia, używając obrazu jako „naczynia” („Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” – Dz. 13). Niewielu wie, że Faustyna płakała widząc obraz jeszcze nie ukończony – kolejne poprawki oraz zapewniania Jezusa rozwiewają wątpliwości. Tym samym Jezus „zatwierdza” wygląd obrazu oraz poprawność teologiczną jego przesłania. Obraz, znajduje się obecnie w Wilnie, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

Kadr z filmu „Miłość i miłosierdzie” – Faustyna, Eugeniusz Kazimirowski oraz ks. Michał Sopoćko, źródło: www.poranny.pl

„Ruda” – postrach złych duchów

            Nieczęsto chyba zastanawiamy się nad wyglądem św. Faustyny, którą oglądamy na zdjęciach i obrazach, zawsze w habicie i welonie. Jaka była jej powierzchowność? Jak opisuje p. Sadowska z Łodzi, u której Faustyna, skierowana z biura pośrednictwa pracy, pracowała jako pomoc domowa od 1923 do 1924 roku, Helenka była „rudawa, dość tęga, miała bardzo grube włosy” (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 83). Również siostra Helenki, Natalia, podkreślała gęstość i dużą ilość włosów przyszłej świętej, mówiąc: „Warkocz to taki miała, jak ręka” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, 52). Budowa ciała może budzić wątpliwości – p. Sadowska opisuje są jako „dość tęgą”, jej siostra, Natalia, opisuje ją jako „zgrabną”, a siostra Kajetana Bartkowiak jako „szczupłą” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 54). Podkreślane również jest, że mimo skromnych zarobków, Helena jako osoba świecka była bardzo zadbana i gustownie ubrana, co nawet budziło pewien brak zaufania u potencjalnych pracodawców, jak w przypadku p. Sadowskiej – Faustyna wydała się jej zbyt elegancka jak na służącą (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 82). Znając świętą z wizerunków z welonem zakrywającym włosy nie podejrzewamy, że autorka „Dzienniczka” była ruda, jednak kolor ten pojawia się, pod różnymi określeniami, we wspomnieniach wielu osób: pani Sadowskiej, która nazywa ją „rudą”, pani Lipszycowej, pracodawczyni, która opisuje jej włosy jako „gładkie rudawe”, przełożonej z klasztoru w Wilnie, która nazywa ją „ryżawą szatynką” (E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, s. 54). O szczególnych wydarzeniach w czasie przeprowadzanych egzorcyzmów, kiedy to pojawił się temat koloru włosów świętej, opowiada egzorcysta diecezji katowickiej, ks. Andrzej Chorzępa: „Kiedyś np. po wezwaniu imienia św. Faustyny demon zawołał: ‘Ruda, po coś tu przyszła?’ Wiadomo, że Faustyna miała rdzawy kolor włosów. Szatan nigdy nie powie o świętych z szacunkiem” („Ruda, po coś tu przyszła?” – wywiad z ks. Andrzejem Chorzępą, egzorcystą diecezji katowickiej, „Egzorcysta”, nr 4/2008, s. 15).

Faustyna Kowalska, źródło: idziemy.pl

„Święci nie zarażają”

            Wiele ujmujących, drobnych zdarzeń z dzieciństwa Heleny Kowalskiej pokazuje wielką wyobraźnię miłosierdzia, radość życia płynącą z czystego serca, przedsiębiorczość i energię działania, nakierowanego na czynienie dobra. Dziewczynka organizuje loterię fantową na rzecz biednych oraz przebiera się za żebraczkę, dobrowolnie znosząc upokorzenia związane z tą rolą i przekazując na ręce proboszcza dla potrzebujących uzyskane datki (A. Witko, Święta Faustyna i Boże Miłosierdzie, s. 41). Sama robi skromne zabawki, które sprzedaje w urządzonym przez siebie sklepiku – zyski przeznacza dla ubogich (J. Andrasz, Życiorys świętej Faustyny, s. 68). Nie mogąc iść do kościoła z powodu braku odpowiedniej sukienki, modli się w godzinie trwania Mszy Świętej z książeczką do nabożeństwa; aby w pójściu do kościoła nie przeszkadzały obowiązki związane z wypasem krów, w sobotę wieczorem Helenka odhacza okno, by przed świtem tą drogą wydostać się na zewnątrz i wyprowadzić krowy na łąkę. Pierwotnie zaalarmowana brakiem krów w oborze rodzina przyzwyczaiła się do tej praktyki, a otwarte okno stało się znakiem rozpoznawczym młodej chrześcijanki, zdeterminowanej, by uczestniczyć we Mszy Świętej.

            Świętość Faustyny – zwykłej i niezwykłej zarazem – przejawiała się w konkretnym działaniu, była żywa i radosna, mimo ogromu cierpień, jakie znosiła. Determinacja w działaniu dziewczynki, która odnajduje pole do działania i polepszania świata nawet w tak trudnych i skąpych w jakiekolwiek środki warunkach przejawiać będzie się w jej przyszłym życiu – w walce o zbawienie dusz, w pracy dla dzieła Miłosierdzia Bożego, w niestrudzonej pracy nad sobą i pokonywaniu siebie. Nawet na łożu śmierci troszczy się o innych – między innymi o swojego lekarza, któremu nie chce dać obrazka św. Teresy od Dzieciątka Jezus, o który ten ją poprosił. Obawia się, że obrazek gruźlika może być zarażony. Doktor Silberg, świadek postawy Faustyny w ostatnich tygodniach jej życia, odpowiada krótko i bez namysłu: „Święci nie zarażają” (A. Witko, Święta Faustyna i Boże Miłosierdzie, s. 92). Obrazek św. Teresy wiesza nad łóżkiem swojego syna.

Justyna Baran