Katarzyna Gawłowa – Nikifor z Zielonek

Jej życie to gotowy scenariusz filmowy – opowieść o sztuce uprawianej w sposób tyleż autentyczny, co bezinteresowny. Pochodząca z Zielonek Katarzyna Gawłowa, której nazwisko wymienia się w jednej grupie z twórcami takimi, Jak Nikifor Krynicki, przez większość swojego prostego życia nie była świadoma, że jest prawdziwą Artystką…

Zielonki, źródło: ckpir.zielonki.pl
Krakowskie wesele, źródło: ckpir.zielonki.pl

Urodzona w 1896 roku w Zielonkach Katarzyna Chrzan (nazwisko panieńskie) jest uważana dziś za jedną z najbardziej fascynujących ludowych malarek naiwnych. Można powiedzieć, że jej życie było w takim samym stopniu zwyczajne, jak nadzwyczajna okazała się jej sztuka. Z pewnością nikt nie podejrzewał, że w biednej, chłopskiej rodzinie jedno spośród pięciorga dzieci nosi w sobie zalążki wielkiego talentu, jednak artystyczne dążenia szybko zaczęły manifestować się w stanowiącym znak rozpoznawczy Katarzyny Gawłowej zwyczaju zamalowywania ścian, a nawet sufitu domostwa („Malowałam w nocy, a jak ojcowie rano uźreli, to nic nie mówili, wygnali krowy i kazali mi gnać w pole” – wspomina malarka) – działania tym intensywniejszego, im silniejsze stawały się twórcze potrzeby mieszkanki Zielonek. 

Źródło: ckpir.zielonki.pl

            W świecie obrazów Katarzyny Gawłowej żyje, autentycznie i barwnie, cały bliski jej sercu świat rodzinnej wsi oraz wyobrażeń, które budowały świat jej kultury – prostych i silnych, niezmiennych wartości. Można powiedzieć, że sztuka była jedną z jej naturalnych życiowych potrzeb – czy można mówić o jakiejkolwiek pozie czy sztuczności w pragnieniu autoekspresji tak silnym, że malarka po zamalowaniu ścian, sufitów, drzwi i pieca, zdrapuje wcześniejsze prace, by zyskać przestrzeń do uzewnętrznienia nowych wizji, powstających w jej umyśle? Na jej twórczość nie miały wpływu ani unowocześniający się świat ani chęć przypodobania się komukolwiek czy zdobycia sławy. Pozostała zawsze czystym aktem wyrażania najgłębszych przeżyć znajdujących z taką naturalnością drogę do swych plastycznych wyobrażeń.

Źródła: http://www.artnet.com
Źródło: http://etnomuzeum.pl

Malarka nie była postrzegana jako artystka w swoim najbliższym otoczeniu. Nawet, gdy Katarzyną Gawłową, już „odkrytą”, zainteresowały się media, mieszkańcy Zielonek nie byli jeszcze gotowi, by zobaczyć w nieco ekscentrycznej sąsiadce prawdziwą artystkę: „Potem gazety się o niej rozpisywały, do domu przyjeżdżali redaktorzy z radia i Kroniki Filmowej. Film o ciotce ze dwa tygodnie robili. Ludzie we wsi się dziwili, że taki szum wokół niej zrobili”– wspominał Jan Chrzan, bratanek Katarzyny, który jednak przyznawał, że za namalowane przez ciocię obrazki zawsze w szkole otrzymywał dobre oceny.

Źródło: http://etnomuzeum.pl

Malarska pasja uważana była za dziwactwo, nie budził też zrozumienia ani sympatii fakt, że dziewczyna malowanie przedkładała ponad pracę w polu, a nawet towarzystwo kawalerów. Może właśnie dlatego Katarzyna Chrzan wychodzi za mąż dopiero w 1932 roku, w wieku 36 lat, stając się żoną wdowca z czworgiem dzieci. Z poznanym prawdopodobnie w mieście w czasie sprzedawania warzyw mężczyzną tworzy małżeństwo, które, choć szczęśliwe, nie trwa długo – w roku 1939 przerywa je śmierć męża. Katarzyna Gawłowa wraca do ukochanych Zielonek, by pozostać z rodziną, nie przeczuwając, że czeka ją bycie odkrytą jako artystka oraz zdobycie uznania.

Źródło: ckpir.zielonki.pl

            W roku 1973, gdy w Zielonkach zagościli krakowscy plastycy, Jacek Łodziński (późniejszy mecenas Gawłowej) i Mieczysław Górowski, szukający skrzyń krakowskich, miała ona 77 lat i właśnie płukała marchew w rzece. Pokój był zimny, z klepiskiem i bez pieca, ale ściany ozdobione były prawdziwie po królewsku. Tak artystka wspominała swoje późne wejście w świat sztuki zinstytucjonalizowanej: „Pamiętom, jak przyszli panowie żebym skrzyń im sprzedała, a jak uźreli te ściany, to chcieli bym takie same wymalowała. Pan mówił, żebym namalowała to co jest na ścianie, ale ja zaczęłam krakowskie wesele, pięcioro ich było, pani młoda we wianusku i brycka”. Mieczysław Górowski, późniejszy profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie wspominał, że poproszona o namalowanie obrazu na dykcie, Gawłowa zaczęła „malować jak wulkan”.

Źródło: ckpir.zielonki.pl

Bratanek malarki wspomina jednak, że serce artystki zdobył nieodwołalnie Jacek Łodziński, dla którego malowała najpiękniejsze obrazy, czekając niecierpliwie na jego wizyty, na które przywoził materiały do malowania oraz smakołyki. O sile uczucia oraz artystycznym temperamencie Katarzyny Gawłowej świadczyć może fakt, że mecenas miał prawo odwiedzać ją tylko w pojedynkę – jeżeli zdecydował się przywieźć żonę, pani Łodzińska musiała czekać na zewnątrz w samochodzie, wykluczona z towarzystwa. Jacek Łodziński, jak go nazywała Gawłowa, Jacenty, ufundował dla swojej podopiecznej stypendium, które wypłacał jej co miesiąc, przekonując, że są to pieniądze z ministerstwa. Sprowadzał do niej koneserów sztuki i czuwał nad tym, by mogła malować oraz zarabiać malowaniem.

Źródło: ckpir.zielonki.pl

            Wernisaż prac Katarzyny Gawłowej zorganizowany został w Krakowie w 1977 roku w Muzeum Etnograficznym, kiedy to pokazano jej prace namalowane po raz pierwszy nie na suficie, ścianach, piecu czy drzwiach, ale na papierze i dykcie. Początkowo malarka nie rozumiała idei wernisażu – słowo „wystawa” oznaczało dla niej ławkę, na której można przesiadywać w czasie rozmów z sąsiadkami (choć bratanek wspomina, że plotkować nie lubiła, a za partnerów do rozmowy uznawała jedynie mężczyzn).

Źródło: ckpir.zielonki.pl

Gdy pojęła, co się jej proponuje, oczekiwała na wydarzenia niecierpliwie – i wielki dzień w końcu nadszedł. 81-letnia artystka, ubrana w tradycyjny krakowski gorset, szczęśliwa i wzruszona, określała wydarzenie mianem swojego drugiego wesela. Porównanie nie było bezzasadne – nie zabrakło na wernisażu odpustowych przysmaków, wiejskiej kapeli i księdza z rodzinnej wsi. „Maluję, bom się w tym rozkochała, ale boję się…, bo jak mi Pan Bóg da na tym świecie wszystko, to może na tamtym będę miała niedobrze” – skomentowała swój sukces sama artystka. Przygotowany poczęstunek był długo wspominaną ucztą, tym bardziej, że każdy z uczestników otrzymał piernik w kształcie serca z podobizną artystki. Gości czekała również inna „atrakcja” – atak pcheł, które przyniosła na wernisaż… autorka prac! Artystyczne wydarzenie odbyło się więc wśród ogólnego drapania oraz iskania, przy akompaniamencie śmiechu artystki oraz gości, którzy zdołali tę nieprzewidzianą komplikację przyjąć z humorem.

Źródło: www.silesiakultura.pl

            Wystawa zbudowała wizerunek artystki jako najbardziej autentycznego samorodnego talentu w tamtym okresie. Ponieważ do stworzenia plakatu promującego wystawę przygotował Jacek Sebiatowski, który wybrał do stworzenia pracy obraz „Wniebowzięcie Matki Bożej” i przekonał do swojej decyzji cenzurę, wraz z organizacją wernisażu Gawłowej doszło do wyjątkowego zdarzenia – powstał pierwszy plakat z motywem religijnym w Polsce Ludowej. Ponadto, dzięki przygotowanym dla gości piernikom z zakazanym motywem orła w koronie, wystawa miała również akcent patriotyczny (ojciec malarki, weteran I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej, z pewnością przekazał swym dzieciom miłość do Ojczyzny). Obrazy Gawłowej po wystawie znajdowały coraz to nowych wielbicieli i były doceniane nie tylko w najbliższym otoczeniu; pojawiły się w warszawskiej Zachęcie, oglądał je dyrektor paryskiego Centrum Pompidou. Kolejna, po tej z 1977 roku, wystawa prac malarki miała miejsce już po jej śmierci w 2010 roku – po raz pierwszy w Zielonkach, w Centrum Kultury, Promocji i Rekreacji.

Ucieczka do Egiptu, źródło: ckpir.zielonki.pl
Pokłon Trzech Króli, źródło: onebid.pl.

        Malarski świat Katarzyny Gawłowej opiera się głównie na motywach biblijnych i ludowych, najbliższych jej sercu, przeżywanych i uwewnętrznionych szczerze i głęboko. Intensywne, żywe barwy używane były do przedstawiania Jezusa, Matki Boskiej, świętych, wydarzeń z kart Biblii, pucheroków, herodów, kapeli ludowych, obrazy uzupełniane były wierszami, dedykacjami, przyśpiewkami i komentarzami autorki. Katarzyna Gawłowa używała temper, nie mieszała barw, tworzyła postacie o płaskich twarzach, bohaterów umieszczała centralnie, zapełniała obraz od środka do brzegów, dekorując każde miejsce, a całość oprawiała w ramy. Obrazy chętnie dawała osobom lubianym (jak ksiądz Zięba), a jeżeli ktoś nie zyskał w jej oczach aprobaty, nie była skłonna sprzedać obrazu bez względu na cenę. Jacek Łodziński ubolewał, gdy zdarzyło się jej sprzedać obraz, którego obiecała nikomu nie oddać, tylko dlatego, że klient ją pocałował… Taka jednak była Katarzyna Gawłowa, zarazem prosta kobieta i ekscentryczna malarka. Kierowała się swoim własnym systemem wartości, żyjąc zwyczajnie, ale i z fantazją. Nigdy nie została zdemoralizowana powodzeniem czy uznaniem. Jak wspomina bratanek, nie interesowały jej pieniądze – tylko sztuka i wierność sobie.

Justyna Baran

Źródło: onebid.pl

Bibliografia

  1. Katarzyna Gawłowa i jej obrazy, https://ckpir.zielonki.pl/index.php/186-katarzyna-gawlowa-i-jej-obrazy.
  2. Malarstwo Katarzyny Gawłowej, https://www.silesiakultura.pl/r/folklor/malarstwo-katarzyny-gawlowej.
  3. Katarzyna Gawłowa wraca do Zielonek, https://ckpir.zielonki.pl/index.php/ct-menu-item-33/ct-menu-item-37/1008-katarzyna-gawlowa-wraca-do-zielonek.
  4. Katarzyna Gawłowa, https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_Gaw%C5%82owa.
  5. Barbara Cirit, Naiwna malarka i jej marchew, https://dziennikpolski24.pl/naiwna-malarka-i-jej-marchew/ar/3191882.
  6. Małgorzata Kmita-Fugiel, Katarzyna Gawłowa, https://ckpir.zielonki.pl/index.php/ct-menu-item-33/ct-menu-item-37/377-katarzyna-gawlowa.