Uczeń Matejki u krakowskich franciszkanów

Uczeń Matejki u krakowskich franciszkanów

Świątynia przy ulicy Franciszkańskiej skrywa wiele skarbów, zarówno duchowych, jak i tych, które nazwać można prawdziwymi dziełami sztuki. Zwiedzając tę wyjątkową świątynię, warto zwrócić uwagę na imponujące malowidła autorstwa Władysława Rossowskiego. Polski malarz, student Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, kształcił się pod kierunkiem samego Jana Matejki. Dzielił z mistrzem pasję historyczną i, podobnie jak Matejko, zobrazował chrzest Litwy na płótnie, które ozdabia krakowską świątynię, wraz z innymi dziełami, wykonanymi na zamówienie franciszkanów i przedstawiających dzieje zakonu.

Obraz Rossowskiego ma bardzo ciekawą kompozycję i przedstawia proces chrystianizacji w sposób niezwykle przenikliwy, uwzględniając dramatyzm i dynamiczność wydarzenia. Postawy i reakcje pogańskiego społeczeństwa na chrześcijańską naukę są bardzo zróżnicowane. Część słucha przemawiającego i wznoszącego krzyż kapłana z prawdziwą fascynacją. Ich postawa wskazuje na to, że Dobra Nowina znalazła już drogę do ich serc. Niektórzy przyjmują chrzest, gromadzą się wokół mnichów i kapłanów, jednak nie brak również i tych, dla których chrystianizacja jest prawdziwym ciosem. Po lewej stronie, z dala od kapłanów, widać i pogański posąg pod (świętym?) drzewem i starą kobietę z koszem, przypominającą znachorkę i przyglądającą się działom kapłanów z podejrzliwością i ludzi starych, zamyślonych i smutnych, przynależących do porządku, który odchodzi właśnie do przeszłości. Z nieba chrztowi przygląda się Jezus, unoszący się ponad męczeńskimi krzyżami.

Wydarzenia związane z chrztem Litwy opisuje plastycznie Cecylia Niewiadomska w „Legendach, podaniach i obrazkach historycznych” z 1918 r.:

Dawno wiedzieli książęta litewscy, że tylko chrzest ocali ich kraj od Krzyżaków: między braćmi Jagiełły byli chrześcijanie; w Wilnie cała dzielnica była chrześcijańska, przeważnie przez cudzoziemców zamieszkana, ale i pośród możniejszych Litwinów nierzadko można było spotkać ludzi nowej wiary. Tylko lud jeszcze szczerze był pogański, a przywiązani do bogów kapłani ze zgrozą i rozpaczą oczekiwali ruiny starych świątyń i wierzeń. Bo jakże walczyć przeciw woli księcia, która na Litwie była świętem prawem, z woli bogów ustanowionem? A tymczasem od Polski ciągną kolebki i wozy, orszak konny i liczne duchowieństwo, książęta mazowieccy, śląscy, dygnitarze, król na czele. Wieść niesie, że na wozach wiozą dary chrzestne, ale w sercu zagładę dla pogaństwa. Wielki książę od roku jest już chrześcijaninem, a przybywa teraz dopiero, dlaczego? Mówią, iż ważne sprawy w nowem państwie zatrzymały go przez wiosnę i lato, a potem przybyć nie mógł dla dróg ciężkich podczas jesiennej słoty. Zima dopiero usłała mu piękny gościniec do rodzinnego kraju: równy, twardy i biały, jak szata godowa. Więc jedzie. Nie sam, z pocztem wspaniałym, z darami, z nową wiarą. Na Turzej Górze w świątyni, wzniesionej z rozkazu Gedymina, płonie Znicz wieczysty; święty posąg Perkuna strzeże starego ogniska, czuwają nad niem troskliwie kapłani, a lud gromadzi się na wielkiej łące, otoczonej prastarymi świętymi dębami, w cieniu których żyją szczęśliwie jaszczurki, bogom poświęcone, i węże, odbierające cześć Boską. Obok zamek książęcy. Tutaj ciągnie Jagiełło z swym orszakiem, przed nim krzyż złoty niosą. Krzyż straszniejszy od miecza dla Litwina. Lecz taka wola księcia. Z jego rozkazu tutaj wita go lud mnogi, tu, na tej łące, gdzie widział go nieraz, bogom składającego ofiary. A dzisiaj?  Oto zasiadł wspaniale na wysokim tronie, koronę ma na głowie, a berło w prawicy. Krzyż złocisty przed nim zatknięty. Książę łaskawie słucha powitania. Twarz ma poważną, a w oczach pioruny, ale na ustach dobroć dla swego ludu. Nie z gniewem przybył. Nagle przemówił: wolę swą oznajmia. Przywiózł Litwie dar wielki: wiarę świętą, sam nauczać jej będzie wierne dzieci swoje. Ona da bezpieczeństwo przed Krzyżakiem, błogosławieństwo nieba, życie wieczne. Chrystus ukrzyżowany odtąd Bogiem Litwy, i wszystkie inne muszą ustąpić mu z drogi. Precz z nimi! Groźny powstał Jagiełło z wysokiego tronu, w złotej koronie zmierza wprost do Znicza i wodą, przez obcego podaną kapłana, zalewa ogień święty. Okrzyk i jęk rozpaczy wstrząsnął tłumem. Co teraz będzie? Naród stoi oniemiały, zgrozą przejęty. Wtem na rozkaz księcia ciężka siekiera spada na Perkuna, obala i druzgoce święty posąg. I nic. Bogowie nie zsyłają zemsty.  Już na szczycie świątyni złoty krzyż zatknięto, drugi na miejscu Znicza trjumfuje, padają święte dęby, jaszczurki i węże, pieśń chrześcijańska rozlega się głośno pod sklepieniem świątyni, płynie po łące na wsze strony świata, aż hen, ku lasom i puszczom dalekim, słodka, potężna, wielka. Nazajutrz księża zaczęli naukę: przygotowanie do chrztu. Zbierano gromadami lud i tłumaczono mu najważniejsze prawdy nowej wiary. Sam Jagiełło przemawiał gorąco, z zapałem, ze wzruszeniem serdecznem i głęboką wiarą. Słowa jego miały największe znaczenie: jakże nie wierzyć, kiedy książę wierzy? On wie, co czyni, pan życia i śmierci, od bogów postanowiony tu na ziemi. A tymczasem z rozkazu księcia gaszono, zalewano wszędzie święte ognie, gruchotano posągi, ścinano czczone drzewa, zabijano niewinne jaszczurki i węże. Litwini musieli zwątpić o ich mocy: żadnej pomsty i kary! Duchowieństwo uznało wreszcie, że można już przystąpić do chrztu. Niewiele nauczyli się pewno Litwini, niewiele rozumieli, ale nie o to chodziło; ci starzy umrzeć muszą poganami, choć chrzest zmyje im czoła, a modlić się będą w chrześcijańskim kościele; ich dzieci może i wnuki dopiero zapomną starych bogów; ale Litwa będzie ochrzczona, nowa wiara w niej zapanuje, a z nią światło i nowe prawa.  I znowu święty obrzęd zaczęto na łące wobec króla, dworu i tłumu ciekawych. Każdy ochrzczony zbliżał się do tronu i otrzymywał w darze piękną sukmanę białą. Radość obdarowanych była wielka, zaczęto cisnąć się do chrztu z ochotą dla otrzymania daru. Tak łatwo go pozyskać! Poleją wodą czoło, a książę tak hojny: z błogosławieństwem daje, z dobrem słowem. Wieść o darze rozniosła się po Wilnie w mgnieniu oka, szerzyła się coraz dalej, sprowadzając całe tłumy ochotników na chrzest i podarunek. Niepodobna już było chrzcić pojedyńczych ludzi, ustawiono więc przybyłych gromadami, oddzielnie mężczyzn i kobiety, i chrzczono całą gromadę od razu, nadając jej jedno imię: Jana, Władysława, Macieja, Kazimierza, Marji, Katarzyny, Heleny i t. p. Nikt nie stawiał oporu. Piękne żupany chrzestne do reszty podbiły serca ubogich Litwinów. Niejeden pewno dał się ochrzcić parę razy, aby powtórnie dar taki otrzymać. Zdarzało się to wszędzie. Z Wilna Jagiełło udał się na objazd kraju, aby na całej ziemi swej umocnić i utrwalić tak szczęśliwie zaczęte dzieło nawrócenia”.*

Justyna Baran

Foto: Władysław Rossowski, Chrzest Litwy.


*Cecylia Niewiadomska, Legendy, podania i obrazki historyczne, https://pl.wikisource.org/wiki/Jadwiga_i_Jagie%C5%82%C5%82o/Chrzest_Litwy.

Sklep w budowie. Zapraszamy wkrótce. Zamówienia nie będą realizowane. W razie chęci otrzymania produktów prosimy o kontakt mailowy: kontakt@fundacjabrama1934.pl Zamknij